Chrentier - siedziba Sabriny

Odnalezienie i leczenie

W zamku księcia Sergana dało się wyczuć nerwową atmosferę. Zawalenie zamku i wypowiedzenie wojny, jakie zostawił za sobą samorski król nie zwiastowały nic dobrego dla nikogo. Księżna się niepokoiła. Książę wrócił jedynie na chwilkę, zabrał wojskowy ubiór i z polecenia króla zaczął się zajmować uporządkowywaniem gruzów. Jako zarządca tego obszaru było to jego naturalne zadanie. Księżna Sabrina, jego żona, nie wiedziała o wypadkach minionych dni wiele. Nie była na pokazie cyrkowym, nie przepadała z publicznymi zgromadzeniami, a mąż nie przymuszał jej do tego, nawet, jeśli sam musiał się stawić. Nie robił tego mimo, że w dobrym tonie było pojawianie się par książęcych zamiast samych książąt.

-Jest Sabrina? - zapytał książę rankiem piątego dnia po zawaleniu się zamku, gdy szedł korytarzem. - Czy może pojechała się przejechać?

-Jest panie, czeka na ciebie od wczesnego ranka - odpowiedziała Arsza, dwórka księżnej, spotkana akurat w korytarzu.

Arsza odebrała od księcia płaszcz i poprowadziła go do komnat swojej pani. Sergan wszedł bez ociągania i przywitał się sztywno z żoną.

-Wiesz może, gdzie jest ten medyk królewski? - zapytał pospiesznie. - Mówią, że jest najlepszy, a taki jest mi teraz potrzebny.

-Coś ci się stało? - zapytała księżna z troską.

-Nie. Nic mi nie jest - uśmiechnął się do niej. - Znaleźliśmy kogoś w gruzach. Może jest coś w stanie powiedzieć, może coś widziała przed zawaleniem zamku. Może dowiemy się, kto był winny.

-Widziała? To kobieta? - zainteresowała się księżna.

-Dziewczynka. Ale jak nie znajdziemy tego medyka, to przed śmiercią nic nam nie powie.

Księżna zawołała Arszę, naskrobała kilka słów na kartce i wysłała dwórkę z wiadomością do lasu. Podała dokładnie, gdzie kobieta ma się udać i poprosiła męża, żeby ją zabrał do znalezionej.

-Nie. To nie jest widok dla ciebie.

-Sergan, proszę.

Książę poprowadził żonę na dziedziniec, gdzie jego ludzie właśnie zdejmowali z koni nosze z małą dziewczynką. Księżna aż cofnęła się widząc jej stan. Książę przytrzymał ją, chroniąc przed upadkiem. Potem delikatnie przytulił.

-Mówiłem, że to nie jest widok dla ciebie. Nie powinno cię tu być.

Księżna jednak zamiast odejść do swoich komnat podeszła do dziewczynki, wprawiając w osłupienie oddział męża. Pogładziła dziewczynkę po policzku i delikatnie otarła krew z jej twarzy. W jej oczach pojawiły się łzy. Jeden z żołnierzy, zazwyczaj służący do opatrywania ran podszedł i przyjrzał się małej, po czym zbadał jej puls.

-Wasza miłość, - zwrócił się do księcia. - Ona nie dożyje do jutra. Nic z niej nie będzie.

Sergan popatrzył na dziewczynkę i zrobiło mu się żal.

-Michel, - zwrócił się do medyka. - Szkoda w takim razie ją męczyć. Ukróć jej cierpienia. Potem pochowajcie ją gdzieś daleko od zamku.

-Nie! - krzyknęła Sabrina zwracając twarz w kierunku męża. - Sergan, nie można jej…

-Sabrino, słyszałaś. - odpowiedział miękko. - Nie możemy przedłużać jej cierpień, ona nie przeżyje.

-Sergan - szepnęła księżna. - proszę…

-Kochanie…

-Pozwól mi spróbować… proszę…

-I co… nawet, jeśli jakimś cudem przeżyje tydzień… co dalej?

-Będzie moją dwórką. Proszę…

Sergan patrzył na żonę, która klęczała przy noszach z ledwo żywą dziewczynką. Miała łzy w oczach. Nigdy nie mógł tego znieść. Mógł jej zrobić tę drobną przyjemność…

-Sabrino. Ta dziewczynka umrze i będziesz musiała to przeżyć.

-Sergan… - szepnęła księżna. - Ja nie mogę jej zostawić. Nigdy bym sobie tego nie wybaczyła, gdybym nie spróbowała.

-Z niej nic nie będzie, pani. - Odezwał się Michel. - Nawet, jeśli przeżyje, to nigdy nie wstanie z łóżka. Do końca życia będzie potrzebowała opieki. Nogi, ręce, żebra też pewnie całkiem połamane. Mogła się już wdać gangrena. To będzie wegetacja, nie życie.

Sabrina popatrzyła milcząco na męża. W duszy błagała Boga, aby pomógł jej ocalić życie tego dziecka. Sama nie da rady, nie może się sprzeciwiać Serganowi. Ale jednocześnie czuła, że w tym niewielkim ciele wciąż tli się życie.

-Michel - książę zwrócił się do mężczyzny, a księżna zamarła. - Zanieście ją do komnat księżnej. Zanieście tam też wszystko, co może być potrzebne medykowi.

Sabrina wyszeptała tylko "dziękuję" i poszła za mężczyznami niosącymi nosze. Michel stanął obok księcia.

-Sergan, to dziecko nie ma najmniejszych szans. Nieraz widziałem śmierć i widzę ją też tutaj.

-Pomódl się więc, żebyś ten jeden raz nie miał racji, - powiedział Sergan do przyjaciela. - Jeśli ta mała nie przeżyje, moja żona sama straci chęć do życia.

Chwilkę później na dziedziniec wjechała Arsza, a za nią człowiek z siwą brodą. Medyk Chester.

-Gdzie ta dziewczynka? - zapytał bez ociągania się.

Michel poszedł z nim, aby wskazać mu drogę. Sergan tymczasem zastanawiał się, czy na pewno dobrze zrobił ulegając żonie w tej sprawie.

Sabrina nie odchodziła od walczącej o życie dziewczynki ani na chwilkę. Arsza i Sergan zaczęli się już o nią martwić. Z kolei Chester dziękował jej za pomoc. Sam nie byłby w stanie wszystkiego zrobić. Po tygodniu, mimo wcześniejszych obaw stwierdził, że może się udać. Udało się ją napoić. Ósmego dnia wieczorem dziewczynka otworzyła oczy. Księżnej nie obudzono mimo, że spała właśnie na krześle w tym samym pokoju. Tym razem podano jej odrobinę ciepłej zupy, która miała jej powoli przywracać siły.

Sergan wszedł do komnaty i zatrzymał Arszę, która chciała mu się zwyczajowo pokłonić. Bał się, że Sabrina mogłaby się obudzić. Podszedł do żony i z czułością otulił ją kocem. Pomyślał, że tak pewnie zajmowała by się ich dzieckiem, gdyby je mieli. Pomyślał, że powoli kończył im się czas, zasięgał przecież rady medyków. Sabrina niebezpiecznie zbliżała się do wieku, w którym dziecko mogło być dla niej niebezpieczne. Po cichu dowiedział się od Chestera o stan dziewczynki i przekonał się, że Sabrina miała wyczucie. Dziecko miało coraz większe szanse.

Nie chciał go. To nie było jego dziecko, nawet nie było Sabriny. Było zupełnie obce. Nie obchodziło go wcale. Ale obchodziło jego żonę. I być może mogło jej sprawić przyjemność w przyszłości. Tylko dlatego zgadzał się na to, co się działo.

Po nocy, gdy Chester podawał dziewczynce kolejną porcję zupy, Sabrina obudziła się. Zauważyła, co się dzieje i natychmiast podbiegła do dziewczynki. Siadła obok i przyglądała się, jak dziecko posłusznie połyka, choć z wyraźnym trudem, kolejne porcje jedzenia. Nie odezwała się nawet słowem. Nie chciała niepokoić dziecka. Kiedy wreszcie mała otworzyła oczy przestraszyła się, zapewne widząc nieznaną sobie osobę.

-Nie bój się - szepnęła księżna. - Jesteś w Chrentier, bezpieczna, pod dobrą opieką.

Pogładziła ją po twarzy. Dziewczynka zasnęła. Sabrina siedziała przy niej do wieczora, kiedy Chester po raz kolejny nakarmił małą porcją ciepłej zupy. Tym razem dołożył do tego wodę z jakimś sobie tylko znanym specyfikiem. Księżna nawet nie pytała, co to było. Zauważyła, że gorączka tym razem w ciągu dnia nie podniosła się. Medyk stwierdził, że to dobry znak.

-Sabrino - powiedziała do księżnej Arsza. - Powinnaś się wyspać.

-Ale…

-Ja przy niej posiedzę. Idź do siebie.

Księżna wyszła. Nie miała już na nic sił, Arsza miała rację. Potrzeba snu była ogromna. W chwili, gdy chciała się położyć do jej komnaty wszedł Sergan. Wyraźnie ucieszył się, że ją zobaczył. Podszedł do żony i namiętnie ją pocałował.

-Przepraszam, cię - odezwała się sennie księżna. - Nie dzisiaj, proszę. Jestem zmęczona.

-Sabrino… jutro wyjeżdżam.

-Nie dzisiaj. Przecież widzisz, jestem ledwie żywa.

Sergan był wściekły. Ostatnią noc przed wyjazdem na front chciał spędzić w ciepłym łożu żony, tymczasem po raz pierwszy od dnia ślubu spotkał się z jej odmową. Wiedział, czemu żona jest tak zmęczona i to na małej dziewczynce skupił się jego gniew. Gdyby nie pozwolił Sabrinie się nią zająć teraz pewnie używałby sobie przed kilkumiesięczną wstrzemięźliwością a tak… zostało mu samotne łoże. Nie, nie miał zamiaru jeszcze dobitniej uświadamiać sobie odmowy żony. Zwołał ludzi i wyruszył jeszcze przed północą zamiast rano. Sabrina dawno już spała, niczego nie świadoma.

Rano obudziła się i po pierwsze chciała się zobaczyć z mężem. Arsza jednak uświadomiła ją o jego wyjeździe. Księżna wiedziała już na pewno, że postąpiła niewłaściwie. Powinna była mu ustąpić kolejny raz. Te myśli szybko jednak uleciały, kiedy wracając do pokoju zauważyła, że dziewczynka, przy której przez noc czuwała Arsza obudziła się. Sabrina sprawdziła - nie było ani śladu gorączki.

-Gdzie ja jestem - odezwała się słabo dziewczynka.

-W Chrentier.

-W zamku?

-Tak. - odezwała się Arsza, uprzedzając księżną. - Zostałaś znaleziona w gruzach zamku w Shino. To niedaleko. Jakoś udało się przywrócić cię do świata żywych.

Uśmiechnięta Arsza podała swojej pani wierzchnią suknię, której Sabrina wcześniej nie wzięła spiesząc się. Księżna szybko i dosyć niechlujnie założyła podaną szatę i usiadła przy dziewczynce.

-Jak masz na imię? - zapytała.

-Robin - powiedziała dziewczynka po chwilowym wahaniu. - Jak długo tu jestem?

-Przywieziono cię tydzień temu - odpowiedziała Arsza. - Wcześniej kilka dni spędziłaś w zawalonym zamku.

W tym momencie do komnaty wszedł medyk. Przyniósł ze sobą kolejną porcję lekarstw, ale przekonał się, że dziewczynka nie ma już gorączki. Postawił puchar niedaleko i nie patrząc nawet na księżną i jej dwórkę zaczął badać Robin. Kiedy dziewczynka chciała się podnieść delikatnie przycisnął ją do posłania.

-Nawet nie próbuj - powiedział. - Masz połamane żebra.

Dziewczynka nagle skrzywiła się. Najwyraźniej poczuła ból. Bolało ją wszystko, od czubków palców do czubka głowy. Nie mogła ruszyć ani rękami ani nogami.

Księżna podeszła do niej i pomogła jej wypić wodę, którą przyniesiono chwilkę wcześniej. Potem na swoje wyraźne życzenie osobiście zajęła się karmieniem Robin. Arsza i medyk przyglądali się tej scenie z dużym zainteresowaniem.

-Ona nigdy się nikim nie zajmowała, prawda? - zapytał Chester.

-Nie - odpowiedziała cicho Arsza. - Ale to dziecko… myślę, że zdążyła je już pokochać.

Wieczorem Chester przygotował dla Robin inny lek niż dotychczas. Mała zasnęła po nim niemal od razu. Medyk wyjaśnił zaniepokojonej księżnej, że podany specyfik jest bardzo silny, ale i skuteczny. Miał pomóc w dojściu do zdrowia umożliwiającego kolejne etapy leczenia. Rzeczywiście, lek okazał się skuteczny i już dwa dni później Robin czuła się znacznie lepiej, była w pełni przytomna i z dużym zaciekawieniem słuchała Arszy, czytającej jej jedną z książek wyniesionych z biblioteczki księżnej. W tym czasie Sabrina przysłuchiwała się i drzemała, odzyskując siły po wyczerpującym tygodniu spędzonym na opiece nad nieprzytomną Robin.

Dwa tygodnie po przywiezieniu do Chrentier Chester podjął decyzję o dalszym postępowaniu. Trzeba się było zatroszczyć o nogi i ręce dziewczyny. Była już w stanie umożliwiającym jakieś działania, a wiedział, że im wcześniej je podejmie, tym większą mała ma szansę na jakąkolwiek samodzielność. Ale decyzja, jaką musiał podjąć była trudna. Kiedy dokładnie zbadał Robin okazało się, że kości zaczęły się już powoli zrastać, ale nie zrastały się prawidłowo. Żeby dziewczynka kiedykolwiek odzyskała sprawność jedynym wyjściem było powtórne złamanie miejsc, które źle się zrastały, usztywnienie ich w odpowiedniej pozycji i proszenie Boga, żeby ty razem wszystko działo się, jak powinno. Była już na tyle silna, żeby to wytrzymać fizycznie. Co do tego nie miał wątpliwości. Zastanawiał się tylko, czy jej i księżnej starczy hartu ducha, żeby przetrwać tak ciężką ingerencję. Martwił się zwłaszcza o księżną. Znał ją już wcześniej i zawsze uważał za bardzo delikatną i kruchą kobietę. Zdążyła go już zadziwić spokojem przy opiece nad Robin, ale wątpił, że była w stanie wykrzesać z siebie jeszcze tak wiele, jak będzie od niej wymagał.

Porozmawiał z Arszą. Ona znała księżną najlepiej. Była jej dwórką od wielu, wielu lat i z pewnością jeśli ktoś był w stanie powiedzieć mu coś konkretnego i wiarygodnego, to właśnie ona. Niestety potwierdził swoje obawy. Sabrina była słaba. Musiał złożyć całą odpowiedzialność na samej Robin. W sumie decyzja należała do niej. Wybrał moment, kiedy księżna poszła na spoczynek.

-Robin? - podszedł do niej, wyrywając ją z krótkiej drzemki. - Mógłbym z tobą poważnie porozmawiać?

Robin skinęła głową. Chester wyjaśnił jej wszystko, co mógł, ostrzegł że będzie bolało… nie chciał niczego przed nią taić. Wydała mu się rozwinięta ponad swój wiek zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Poza tym wydała mu się też dziwnie znajoma. Z jakiegoś powodu był pewien, że ona udźwignie to, co miało nastąpić. Całą rozmowę skwitowała stwierdzeniem, że trzeba to zrobić, kiedy księżnej nie będzie.

-Jutro Sabrina wyjeżdża raniutko na przejażdżkę - powiedziała Arsza, wchodząc do pokoiku. - Nie będzie jej przez ponad godzinę, przynajmniej zawsze tyle jej to mniej więcej zajmowało.

-Pomożesz? - zapytał ją Chester.

Arsza spojrzała na małą Robin, która wykazywała się większą stanowczością i siłą ducha od większości znanych jej osób. Dwórka była pewna, że działanie Chestera jest konieczne, ale przerażało ją to, co się miało stać, tymczasem Robin wydawała się zupełnie spokojna.

-Tak.

Ustalono, że Arsza zawiadomi Chestera zaraz po wyjeździe księżnej, obudziwszy wcześniej Robin. Chester miał przez noc przygotować wszystko, czego potrzebował. I trzeba przyznać, że dobrze się przygotowali. Księżna wyjechała dokładnie wtedy, kiedy spodziewała się tego Arsza. Razem z Chesterem weszli do przedpokojów księżnej, gdzie Robin już zdążyła się obudzić i chyba przygotować na to, co ją czekało. Nie tracili czasu. Chester podał dziewczynce jakiś środek wymieszany z winem i zaczął dłońmi badać jej ręce i nogi.

Księżna co prawda wyjechała się przejechać po raz pierwszy od dłuższego czasu i bardzo tęskniła za tymi wypadami, ale miała żal do siebie, że zostawiła Robin pod opieką Arszy, zamiast samej się nią zająć. Popędziła konia traktem i skręciła w las nad pobliskie jezioro. Podjechała do starego dębu rosnącego tuż nad brzegiem i zeszła z konia. Odszukała na drzewie kawałek kory z wydrapanymi dawno temu inicjałami S i H. Teraz prawie nie było ich widać. Czas zacierał ślady. Pomyślała, że czas jednak leczy rany. Tyle się wydarzyło, odkąd… W ciągu lat pogodziła się ze swoim losem. W zasadzie nigdy naprawdę się nie buntowała. Tydzień wcześniej po raz pierwszy odmówiła Serganowi spełnienia małżeńskich obowiązków. Nie żeby po raz pierwszy nie miała ochoty, ale po raz pierwszy dołożyło się do tego niecodzienne zmęczenie. Zrobiła słusznie, ale chyba obraziła męża. Nie chciała tego. W gruncie rzeczy bardzo go szanowała, choć o miłości nigdy mowy nie było.

Wsiadła na konia. Musiała wracać. Kiedy wyjechała na ścieżkę zauważyła podążający w kierunku zamku niewielki orszak. Poznała Sergana jadącego na czele. On ją także zauważył i szybko podjechał. Na początku nie odezwał się ani słowem, tylko jechał obok niej.

-Przepraszam - powiedział w końcu. - Nie powinienem był wyjeżdżać bez pożegnania.

-Nie masz obowiązku, - zaczęła księżna.

-Owszem, nie mam, - powiedział, nie pozwalając jej dokończyć. - Ale kiedy istniała możliwość, że to ja pokieruję pierwszą bitwą, pomyślałem, że mogę zginąć. A nie rozstaliśmy się najlepiej.

-Sergan… Ja naprawdę nie byłam w stanie.

-Wiem. Nie mam do Ciebie o nic pretensji.

Książe wyciągnął do żony dłoń. Nie był wielkim mówcą, a przy niej zupełnie brakowało mu słów. Sabrina podała mu swoją. Uniósł ją do ust i pocałował przez rękawiczkę. Gest prawie bez znaczenia dla postronnego obserwatora, między nimi był znakiem kolejnego pojednania po drażniącym ochłodzeniu stosunków. Księżna uśmiechnęła się do męża. Znów było między nimi jak dawniej.

-Mam się ciebie spodziewać wieczorem? - zapytała.

-Jeśli będziesz miała siły i ochotę… - powiedział z uśmiechem.

-Oczywiście, że będę miała… - powiedziała szeptem, pochylając się w jego stronę.

Nie wstrzymując konia także pochylił się w jej stronę i namiętnie ją pocałował. Oddała pocałunek. Nie było to dla niej przyjemne, ale zaraz po ślubie nauczyła się udawać miłość i zakochanie. Dalej ciągnęła tę grę, z czasem weszło jej to w nawyk.

Kiedy zbliżali się do zamku, dalej trzymając się za ręce, usłyszeli dziecięcy krzyk. Sabrina zamarła. Sergan puścił jej dłoń i podjechał do jednego ze swoich żołnierzy. Wydał mu dyspozycje, a w tym czasie księżna ruszyła ostro w stronę zamku. Miała złe przeczucia. Mąż ruszył za nią.

Kiedy tylko dotarli do zamku księżna zeskoczyła z konia nie troszcząc się nawet, żeby ktoś go od niej odebrał. Książę, równie zaniepokojony, złapał jednak jej klacz i wodze obu koni rzucił szybko stajennemu. Pobiegł za Sabriną na górę, do jej komnat. Zdążył dobiec do żony w chwili, gdy zemdlona osuwała się na ziemię. Zajrzał przez otwarte drzwi i zobaczył Chestera ocierającego ręce z krwi i zmęczoną Arszę siedzącą z zamkniętymi oczami na krześle obok posłania, na którym leżała blada Robin. Sergan zrozumiał, co musiała sobie pomyśleć jego żona widząc to wszystko. Jednak po dłuższym przyjrzeniu się można było zauważyć, że pierś dziewczynki miarowo się unosi. Sergan nie miał wątpliwości, że co by tu nie zaszło chwilkę wcześniej, dziecko to przetrwało.

Książe uniósł żonę w ramionach i zaniósł na jej łóżko, po czym tam ją ułożył i przykrył kocem. Potem zdjął płaszcz, powiesił go niedbale na krześle i poszedł zorientować się, co tak naprawdę się stało.

-Może mi to ktoś wyjaśnić, - spytał, patrząc na Chestera, - co tu się właściwie dzieje?

Arsza była widać na tyle zmęczona, że nie obudził jej nawet głos jej pana. Spała dalej. Za to odwrócił się do niego Chester. Po dokładnym otarciu rąk medyk wyprowadził księcia na korytarz.

-I? - dopytywał się Sergan. - Wyjaśnisz mi wreszcie?

-Wiesz książę dobrze, - zaczął Chester, - że ta mała miała połamane nogi i ręce.

-Tak, ale to nadal nic nie wyjaśnia…

-Zaczęły się źle zrastać, - wyjaśnił, - więc jedynym sposobem dania szansy tej małej było połamanie wszystkich nieprawidłowych zrostów i ponowne nastawienie kości. Niestety jest na tyle słaba, że nie mogłem ryzykować podawania jej środków które posiadam, więc ból nie był łagodzony.

Książe patrzył na medyka z wielkim zdziwieniem. Wiedział, czym było ponowne łamanie, sam musiał to kiedyś przejść. Tym bardziej urosła w jego oczach mała dziewczynka. Przypomniał sobie krew, której pełno było obok Robin, gdy tylko przyjechali. Zrozumiał, czemu Arsza i Chester postanowili nie informować o tym Sabriny i poczuł do nich wielką wdzięczność.

-Czy ta mała ma szanse na normalne funkcjonowanie? - zapytał z zaangażowaniem, o które w tej sprawie by się nie podejrzewał.

-Jeśli nie będzie zakażenia… to w zasadzie ma szanse, - powiedział Chester, - o ile, oczywiście, odzyska pełne czucie w kończynach. Może też być tak, że będzie czuła ból, ale ruszać nimi będzie mogła w bardzo ograniczonym zakresie.

Książę już chciał odejść, ale przypomniał sobie o bardzo ważnej rzeczy, którą tak czy inaczej będzie musiał pewnie załatwić już wkrótce.

-Chester…?

-Tak, wasza wysokość?

-Ile mam ci zapłacić? - zapytał Sergan bez ogródek. - Bo przecież nie leczysz za darmo.

-A ile jest dla ciebie warte szczęście osoby, dla której pozwoliłeś na całą tę sytuację? - zapytał podchwytliwie. Zauważył, że książę nie wiedział co ma odpowiedzieć. - Nie wypłaciłbyś się, prawda? Nie potrzebuję pieniędzy.

Sergan patrzyła na niego z niemałym zdziwieniem.

-Jutro wyjeżdżam. Nic więcej tu nie zrobię. - Stwierdził medyk. - Zostawię część ziół, powinny wystarczyć na dalsze leczenie małej. Jeśli to nie zbyt wiele to chciałbym poprosić o jakiegoś konia, żeby dojechać na czymś do domu.

-Dostaniesz go - powiedział Sergan i spokojnie patrzył, jak medyk odchodzi.

Zaskoczył go. Kiedy zadał pytanie o wartość szczęścia Sabriny… zadał zbyt trudne pytanie. Sergan nie mógł jednoznacznie określić granic. Zastanowił się tylko przez chwilę, czy Sabrina naprawdę była dzięki temu wszystkiemu szczęśliwsza. Niewiele spała, ciągle żyła w strachu, ale chyba tak, chyba była szczęśliwa. Przez chwilę pomyślał, że to w końcu w pewnym sensie ich własne dziecko. Razem dali tej dziewczynce drugą szansę, drugie życie. Teraz jednak nie chciał się nad tym zastanawiać. Dostał tydzień przepustki. Czyli zostały my dwie noce, aby nacieszyć się żoną przed powrotem na wojnę. Potem będzie musiał wracać na front.

Przesiedział w swoim gabinecie trzy godziny wydając dyspozycje. Ściągał żołnierzy z całego księstwa, żeby wyruszyć z nimi za dwa dni do króla. Potem ponad godzinę spędził na murach z zarządcą zamku, który miał też w razie ataku kierować obroną warowni i jego mieszkańców. Nie mógł przecież zostawić żony bez ochrony. Na koniec pożegnał się z Chesterem, odebrał od niego leki i sprezentował najlepszego dzianeta ze stajni i najwytrwalszego mierzyna, którego posiadał. Nie był w stanie wcisnąć medykowi więcej. Na koniec zajął się odpowiadaniem na listy, których mimo krótkiej nieobecności nazbierało się dosyć sporo. Przynajmniej ze trzy były od Marsilana…

Kiedy w końcu wieczorem dotarł do komnaty żony ona już dawno była na nogach. Arsza też już się obudziła i obie pilnowały spokojnego snu dziewczynki. Nie bawił się w romantyzm. Miał na to stanowczo za mało czasu. Od razu namiętnie pocałował żonę, nie pozostawiając wątpliwości co do natury swoich pragnień. Księżna poprowadziła go do łożnicy i zamknęła drzwi.

Wyjeżdżał dwa dni później o świcie. Niezbyt wyspany, ale z przekonaniem, że nie tracił nocy na spanie. Wyśpi się na koniu, w czasie drogi i pewnie pomiędzy kolejnymi bitwami, jakie z pewnością król wyda samorom. Księżna patrzyła na odjeżdżającego męża stojąc na murach. Cieszyła się, że znów wszystko między nimi było po staremu. Miała jednak żal, że aby to osiągnąć zaniedbała trochę małą Robin.



Dziewczynka wracała do zdrowia w niesamowitym tempie. Arsza bardzo szybko zorientowała się, że mała Robin jest wykształcona znacznie lepiej, niż można by przypuszczać po jej wyglądzie i najbliższej przeszłości. Szybko zaczęły dyskutować nad przekładem niektórych książek z biblioteczki księżnej, przy czym dziewczynka podawała konkretne przykłady i potrafiła niekiedy wykazać konkretne różnice pomiędzy kolejnymi wersjami tych samych historii. Sabrina, przysłuchując się ich rozmowom zauważyła, że Robin znała co najmniej dwa obce języki płynnie, potrafiła przy tym mniej więcej rozróżnić słowa pochodzące z poszczególnych dialektów. Jej płynna umiejętność czytania zastanawiała. Nawet największe rodziny w kraju skąpiły na wychowywanie młodych panien przez mnichów sprowadzanych z innych krajów. Ona sama uzyskała wykształcenie znacznie przekraczające kanony dla kobiet w czasie jej młodości i w zasadzie nie była w stanie podopiecznej niczym zadziwić.

Kiedy Robin odzyskała władzę w rękach i minął czas zrastania się kości, który wyznaczył Chester, okazało się także, że mała potrafiła sprawnie pisać i już po tygodniu, gdy sprawność dłoni zaczęła powoli wracać, Arsza i Sabrina zobaczyły na kartkach notatki skreślane szybko delikatnym, zgrabnym pismem bez jakichkolwiek plam, czy kleksów. Piórem dziewczynka posługiwała się równie sprawnie, jak językami. Wieczorami, gdy księżna jeździła z Arszą na krótkie przejażdżki po okolicy do Robin zachodził zamkowy klecha, który szybko odkrył, że można z nią podyskutować na tematy kościelne. Dużo wiedziała i była tej wiedzy pewna, ale też bardzo chętnie słuchała nowości i pozornie nieważnych szczegółów. Klecha przyznał się do tego księżnej którejś niedzieli po mszy w zamkowej kaplicy.

Jasne stało się, że Robin nie jest wiejską dziewczynką, która polepszyła swój status znajdując dla siebie miejsce wśród cyrkowców. O tym zdążyli się już przekonać wszyscy. Nikt jednak nie wiedział, kim ona jest i skąd pochodzi.

Kiedy po raz pierwszy od zawalenia się zamku posadzono ją na koniu, to mimo niesprawnych nóg trzymała się na nim zadziwiająco dobrze. Wielki ogier nawet nie starał się jej zrzucić z grzbietu. Wręcz przeciwnie. Szybko się udobruchał i dał się prowadzić niewielkiej osóbce. W końcu książęcy koniuszy pozwolił dziewczynie jechać samej. Księżna przeraziła się, widząc kłusującą bez opieki dziewczynę. Robin jednak poraziła sobie bez problemów. Chwilkę później wykonywała większość elementów szlacheckiej szkoły jazdy na luźnej wodzy i bez użycia bata.

-Jak ona jest w stanie…? - zapytała księżna koniuszego cicho, oglądając to, wręcz magiczne, przedstawienie. - Przecież jej nogi…

-To koń męża Arszy - powiedział mężczyzna, dawniej służący u innego księcia. - Był ujeżdżany pod doskonałego jeźdźca, który musiał mieć wolne ręce i swobodne oparcie nóg w czasie ewentualnej walki lub parady. A teraz trafił na doskonałego jeźdźca, - dodał. - Ta mała jest niesamowita…

Księżna jednak nie pozwoliła swojej podopiecznej dłużej się popisywać. Kazała jej się zatrzymać, a potem koniuszy zaniósł Robin do komnat księżnej. Arsza jednak zauważyła, że Robin zupełnie się zmieniła siedząc na koniu. Inaczej się poruszała. Jakby płynniej i bez bólu, który wciąż towarzyszył praktycznie każdej aktywności. Bez wiedzy księżnej załatwiała dla Robin kolejne godziny jazdy i za każdym razem widziała coraz większe postępy Robin w dochodzeniu do zdrowia.

Po miesiącu od pierwszej jazdy koniuszy postanowił zaryzykować i pojechał z Robin do lasu. Jego obawy okazały się bezpodstawne. Musiał przyznać, że przed ciężkimi przeżyciami dziewczynka dużo i dobrze jeździła konno. Mimo wciąż niezbyt sprawnych nóg pokonywała nawet przeszkody, które trafiały im się na ścieżce. Poza tym ogier zachowywał się pod nią niesamowicie grzecznie. Kiedy wrócili mała była lekko zdyszana, za co dostało się koniuszemu od Arszy.

Książe miał przyjechać tydzień później, ale księżna już zaczęła przygotowania do balu na jego cześć. Krzątała się po zamku pilnując, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik przed przyjazdem pana. Służba szeptała albo o jej przywiązaniu albo o zakłamaniu i wykorzystywaniu. Robin, którą pozostawiono na ten czas z Arszą chciała się dowiedzieć o to, co było bliższe prawdy.

-Arsza, - zapytała wieczorem, gdy czytały książki, - Jak jest naprawdę między książęcą parą?

Arsza spojrzała na nią zasmuconym wzrokiem.

-Nie powinnaś się tym zajmować. Nie ma to z tobą związku, - popatrzyła za okno. - I tak naprawdę nie powinno to interesować nikogo ze służby. A tymczasem Sabrina wysłuchuje co i rusz jakichś bredni na swój temat.

-Księżna zna plotki? - zdziwiła się Robin

-A co ty myślisz? - popatrzyła na nią z rozbawieniem Arsza. - Księżna nie jest głucha, a kucharki i służące zbyty dyskretne.

-A jak jest naprawdę? - Robin spojrzała na dwórkę księżnej przenikliwie. - Jakie są relacje między nią a księciem?

-Co jesteś w stanie powiedzieć sama? - zapytała z ciekawością Arsza. Już nieraz przekonała się, że jeśli chodzi o zrozumienie ludzi, to mała spokojnie mogła by stanąć w szeregu razem z Sabriną…

-Że ona go nie kocha…

-To dużo. Coś jeszcze?

-Jest dla niego bardzo uprzejma i… jest przykładną żoną, choć dręczy się, że nie dała mu dziedzica.

-Oboje pragnęli by dziecka, ale Bóg jakby to pominął w swoim planie. A księżna naprawdę nadaje się na matkę. -Ale czemu jest tak, jak jest? -Co masz na myśli? - zapytała zdziwiona pytaniem Arsza. - Czemu nie urodziła dziecka? Też chciałabym to wiedzieć.

-Nie o to pytałam. Chciałabym wiedzieć, czemu są małżeństwem.

Arsza podeszła do okna i spojrzała na otaczający zamek las.

-Małżeństwo było typowe. Zawarte głównie przez ich rodziny. Sergan wybrał sobie żonę. Dle rodziny Sabriny była to szansa na powrót do dawnej pozycji i majętności. Tyle, że nikt nie miał ochoty pytać Sabriny.

Robin nie pytała więcej. Nie było potrzeby. Arsza nie lubiła o tym rozmawiać, a sama księżna pewnie jeszcze mniej miała na to ochoty. Wróciły do czytania. W pewnej chwili Robin usłyszała szybkie kroki. Była pewna, że poznała człowieka, który zmierzał do nich. Nie pomyliła się. Chwilkę później do komnaty wpadł młody chłopak w wieku Robin i podbiegł bez zwłoki do Arszy. Serdecznie ją uściskał.

-Co tu robisz? - zapytała bardzo zdziwiona kobieta. - Przecież książę mówił, że zatrzyma cię co najmniej przez pół roku. Jakim cudem…?

Młodzieniec nie pozwolił jej dokończyć.

-Chwilowo na froncie duży spokój, więc część generałów dostała miesiąc wolnego. Za dwa tygodnie mam się stawić w siedzibie księcia, żeby przygotować się do wyjazdu, ale dwa tygodnie mam spokojne.

Wyglądało, że chłopak nie zauważył Robin, więc dziewczyna postanowiła się upomnieć o uwagę.

-A ze mną się nie przywitasz?



-Robin! - zawołał radośnie podbiegając i siadając obok. - Doszło do mnie, że już nawet jeździsz konno. Dużo się zmieniło od mojej ostatniej bytności. Bardzo szybko się dogadali, kiedy spotkali się po raz pierwszy. Chłopak pomagał jej, przynosił książki i trzymał jej przed oczami. Sporo rozmawiali o koniach. Pewnie, gdyby miał więcej czasu szybko straciliby wspólne tematy, ale że bywał w zamku rzadko i krótko nie było to problemem.

-Robin już od dawna powinna spać. - stwierdziła beznamiętnie Arsza i młodzież zrozumiała, że było to skierowane do nich. - chodź Zygfrydzie, nasza mała podopieczna musi odpocząć.

Chłopak dał się matce wyprowadzić z komnaty.

Następnego dnia Robin spędziła z nim w stajni kilka ładnych godzin. Arsza nie miała nawet czasu, żeby się tym zainteresować. Cały dzień zajęta była pomaganiem Sabrinie w przygotowaniach. W zamieszaniu nie zjadły nawet obiadu. A był to jedynie początek. Kolejne dni Zygfryd praktycznie nie widywał matki. Wykorzystywali te godziny z Robin siedząc w stajni. Chłopak odkrył, że jego towarzyszka o koniach wie niemało i skwapliwie korzystał z jej wiedzy, żeby się doskonalić.

Po tygodniu przygotowań nadszedł wreszcie dzień powitania pana zamku. Książę Sergan miał się pojawić już na sam bal, o zmierzchu. Przyjechał prawie godzinę później. Sabrina powitała go przed zamkiem, bez służby i był jej za to wdzięczny. Poza tym wyglądała zjawiskowo. Choć może to tylko jemu się tak wydawało po długiej nieobecności w domu. Po dosyć osobistym powitaniu podążyli od razu do Sali balowej, gdzie przy wejściu w rzędzie ustawiona była służba, gotowa z pełnymi honorami powitać pana.

Nagle coś dziwnego przykuło uwagę Sergana. Popatrzył na koniec szeregu. Sabrina, świadoma, że się zatrzymał, spojrzała w tym samym kierunku. Na samym końcu, za Arszą, stała i kłaniała im się Robin. Księżnej serce podeszło do gardła. Robin stała o własnych siłach i była w stanie się ukłonić Serganowi. Poczuła jak Sergan nakrywa jej dłoń swoją. Ocknęła się. Poszli dalej. Mijając Robin książę spojrzał jej przelotnie w oczy, ale dziewczyna szybko spuściła wzrok. Szedł dalej, jakby nic niezwykłego się nie stało. Wkroczyli do Sali balowej, wypełnionej gośćmi, głównie jego towarzyszami z wojska, którzy też przyjechali do domu na krótką przepustkę oraz jego przyjaciółmi, którzy ze względu na wiek zostali na czas wojny w domach.

Kiedy tylko Sergan i Sabrina przeszli i opuścili korytarz Robin upadła. Była jednak z siebie zadowolona. Udało się to, do czego dążyła przez ostatni tydzień. Musiała pokazać księciu, że księżna nie popełniła błędu przygarniając ją pod opiekę.

-Robin - usłyszała zduszony szept Arszy. - Jakim cudem…? - zapytała kobieta pomagając jej usiąść pod ścianą.

-Normalnie, mamo - odezwał się bez pytania Zygfryd, uśmiechając się bezczelnie. - Włożyła w to dużo pracy i jak widać opłaciło się.

-Ty brałeś w tym udział?! - prawie na niego krzyknęła. - Przecież to mogło być niebezpieczne. Trzeba się było najpierw spytać Chestera!

-Pomógł mi tylko - broniła przyjaciela Robin. - Gdyby tego nie zrobił i tak bym sobie poradziła, choć bez niego byłoby znacznie trudniej. Pomagał mi zsiadać z konia.

Arsza wyglądała na zakłopotaną zaistniałą sytuacją. W końcu podniosła się i zaplotła ręce.

-No nic - stwierdziła już spokojniej. - Wy dwoje będziecie się musieli wytłumaczyć przed księżną jutro rano. To wam mogę zagwarantować.

-Nie będzie źle - zażartował Zygfryd zwracając się z uśmiechem do Robin.

-A teraz, kochanie - zwróciła się do syna Arsza z ironicznym uśmieszkiem - bądź tak dobry i pomóż Robin w przemieszczaniu się po Sali balowej…



Ranek po balu okazał się bardzo długi. Robin była na tyle zmęczona, że nie obudziła się aż do przyjścia księżnej, która spędziła tę noc u męża. Kiedy jednak księżna już pojawiła się w swojej komnacie Arsza została wyproszona. Miała poczekać na świeżym powietrzu i wrócić dopiero na wyraźne życzenie księżnej. Dodatkowo strażom zakazano wpuszczać kogokolwiek.

Pól godziny później księżna pojawiła się na murach, trzymając w dłoni zwiniętą kartkę.

-Sabrino…? - zainteresowała się Arsza, która akurat tam czekała na pozwolenie powrotu. - Czy coś się stało?

Księżna bez słowa podała przyjaciółce papier, a sama oparła się ciężko o mury. Arsza przeczytała całą treść i zwróciła list księżnej z niewielkim uśmiechem.

-Każę ci przygotować konia, powiem, że na przejażdżkę, albo cokolwiek… - powiedziała Sabrina. - Musisz do niego pojechać. On musi się gdzieś przenieść… ukryć się.

-Nie. - powiedziała spokojnie Arsza, nie patrząc na księżną.

-Arsza, oni będą go szukać!

-To się zawiodą… Jego tam nie ma.

-O czym ty mówisz? - Sabrina spojrzała na dwórkę z dużym zdziwieniem. - Przeniósł się w inne miejsce?

-Nie ma go w kraju od dłuższego czasu.

-Wyjechał? Miał nie opuszczać kraju, zarzekał się, że…

-Nie opuścił kraju, - przerwała księżnej Arsza, - ani króla. Jest w Samorii razem z królewskimi wojskami. Maracel i Astostoran przyjęli go do kompanii na czas wojny. Dali mu mundur i pilnują, żeby się nie wychylał z szeregu poza bitwami.

Księżna patrzyła na przyjaciółkę z jeszcze większym zdziwieniem, ale też z troską.

-Jeśli go tam znajdą, - powiedziała zmartwionym głosem, - jeśli ktoś go rozpozna…

-Nic mu nie będzie. Jest wśród przyjaciół - powiedziała Arsza spokojnie. - Astostoran i Maracel go pilnują, a Cedryk zawsze jest blisko.

Zapadła niezręczna cisza. Kobiety nie odzywały się do siebie, bo nie bardzo wiedziały co miałyby powiedzieć. Ciszę przerwała po dłuższym czasie Arsza. Podeszła do księżnej, przyklęknęła i przycisnęła jej dłonie do ust.

-Proszę, nie kłopocz się nami, Sabrino - powiedziała cicho. - Już dostatecznie dużo dla nas zrobiłaś, tylko dzięki tobie…

-Arsza, przestań, - księżna prawie krzyknęła i podniosła przyjaciółkę z kolan. - Ile razy cię prosiłam? Pamiętaj, że jesteś przyjaciółką, a nie dwórką. Musiałam wam pomóc. Żałuję, że nie mogłam zrobić nic więcej. Żałuję, że nie mogłam chociażby pomóc mu w czasie procesu.