|
|
Arabia Saudyjska, która lgnęła do Polski, ZANIM sama powstała Ambasador Królestwa Arabii Saudyjskiej w Polsce, dr Nasser A. Albraik, wydał 20 września w "Sheratonie" przyjęcie z okazji 76. rocznicy Dnia Narodowego swego państwa. Dzień Narodowy obchodzony jest dla uczczenia wielkiego aktu - proklamowania królestwa Arabii Saudyjskiej. Warto tu przypomnieć rzecz dość niezwykłą. Królestwo Arabii Saudyjskiej powstało 23 września 1932 roku, natomiast pod koniec maja tego samego roku czyli cztery miesiące WCZEŚNIEJ, do Warszawy przyjechał książę Fajsal, następca tronu w królestwie Hidżazu i Nadżdu (poprzednia nazwa Arabii Saudyjskiej). Celem wizyty księcia, którego przyjął Marszałek Jazef Piłsudski, prezydent Ignacy Mościcki iówczesny wiceminister spraw zagranicznych Józef Beck, było nawiązanie stosunków dyplomatycznych z jakże odległą wóczas Polską, co też nastąpiło. Ale ze względu na drugą wojnę światową i okres PRL, ambasady - polska w Rijadzie i saudyjska w Warszawie - zostały otwarte dopiero po historycznych zmianach w Polsce w latach 1989-1990. Koran po angielsku Przyjęcie u ambasadora Albraika w "Sheratonie" cieszyło się wielką frekwencją nie tylko ze względu na ogólnoświatowe znaczenie Arabii Saudyjskiej, ale również ze względu na to, że on sam jest towarzyski i życzliwy ludziom. Ponadto zgromadził on "do zabrania'" znaczny zbiór publikacji saudyjskich nie tylko w języku arabskim, ale i angielskim, które spotkały się z wielkim zainteresowaniem. Wśród nich znalazł się Koran po angielsku na ;,ceniutkim papierze biblijnym. Ciekawe jest w nim rozwinięcie tłumaczenia słowa "Lord" - "Pan", jakim się określa Allaha. ON jest "Jeden i Jedyny, Stwórca, Właściciel, Organizator, Żywiciel, Mistrz, Planista, Krzepiciel, Pan Miłościwy i Dawca Bezpieczeństwa',. Określenia te są przyjmowane z najwyższą powagą i adoracją przez 1 miliard 283 miliony ludzi, bo tylu jest muzułmanów na świecie. Dla porównania - katolików jest 1 miliard 106 milionów. Warto sobie te liczby uświadomić, bo może to ONE tłumaczą obecną sytuację na naszej własnej ziemi ? |
Cztery galerie Katarzyny Napiórkowskiej Nie ma w tej chwili ambasadora Kolumbii, a więc ambasadą kieruje charged'affaires, pan David Ocampo Pinzon. Nota bene, hiszpańskie ,ó" to nie nasze ,ó, i nie wymawia się ,.u". To znak, że akcent należy położyć na "o" i nazwisko pana Davida wymówić "pin-ZON. I to właśnie on, wraz z panią Katarzyną Napiórkowską, byli 5 września gospodarzami na wernisażu wystawy kolumbijskiego malarza Jairo (czytaj "CHAJ-ro") Gonzaleza w pięknym, przestronnym Atrium bud5mku CFN Puławska, w którym mieści się jedna z czterech galerii sztuki pani Katarzyny w Polsce (trzy w Warszawie, czwarta w Poznaniu). |
Między Italią Kolumbią o Polakach Jairo Gonzalez to malarz interesujący, choć, moim zdaniem, używa zbyt wielu ciemnych kolorów, co nadaje jego obrazom trochę melancholijny wyraz. A przecież sam jest pogodny, wesoły, o dużym poczuciu humoru. O tym ostatnim świadczy m. in. fakt następujący. Pytam Jairo: "Czy może pan powiedzieć, co tzw. przeciętni Kolumbijczycy wiedzą i myślą o Polsce ?". On na to: "Muszę pana rozczarować. Ja już od 2 lat mieszkam na stałe we Włoszech, a do Kolumbii tylko wpadam. Ale jeżeli chciałby pan wiedzieć, co o Polsce wiedzą i myślą POLACY, to proszę bardzo, bo ze względu na Jana Pawła II, przez Włochy przewinęły się ich miliony. Ja ich bardzo polubiłem. I dlatego jestem tak zadowolony, że mogę teraz, po raz pierwszy, być w Polsce". |
Z Hoboken (New Jersey) do Teatru Wielkiego Justyna Giermola di Biaggio wyjechała z Polski do USA z całą najbliższą rodziną, mając lat pięć, ale kiedy 17 września rozmawiam z nią w Sali Redutowej Teatru Wielkiego- Opery Narodowej, słyszę, że mówi polszczyzną dojrzałą, z lekkim tylko akcentem amerykańskim. Jej ojciec chwali ją, że uczyła się pilnie polskiego obok angielskiego i skutki SŁYCHAĆ. To ostatnie słowo jest podwójnie na czasie. Mniej więcej półtara godziny wcześniej bowiem SŁUCHALIŚMY Justyny (nazwisko di Biaggio pochodzi od jej męża, Amerykanina włoskiego pochodzenia), kiedy w Foyer Głównym śpiewała dwa utwory: arię Charlotty z III aktu opery "Verther" Julesa Masseneta "Idź! Pozwól płynąć mym łzom", i piosnkę Broni z II aktu opery "Hrabina" Stanisława Moniuszki. Justyna ma silny mezzosopran i zdolności aktorskie i jest pełna wigoru. Mieszka w Hoboken w stanie New Jersey i uważa swój pobyt w Warszawie za wielki dar od losu i rodziny. |
Pod patronatem Pani Prezydentowej Ale z jakiej okazji Justyna w Warszawie była ? Żeby wziąć udział w trwającym od 8 do 17 września "Kursie Interpretacji Muzyki Polskiej" w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej, nad którym patronat honorowy objęła pani Maria Kaczyńska, małżonka prezydenta RP. Priorytetowym założeniem "Kursu" było wypromowanie silnej polskiej kadry uczestników VI edycji Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Stanisława Moniuszki w 2007 roku. "Tam gdzie Moniuszko - tam Maria Foltyn" - brzmi zawołanie melomanów polskich - i tak rzeczywiście jest. "Kurs" zorganizowała więc i nad nim czuwała pani Maria wraz z profesorem Włodzimierzem Zalewskim, śpiewakiem operowym (bas), obecnie dziekanem wydziału wokalno-aktorskiego Akademii Muzycznej w Lodzi. "Kurs" zakończył się "Wieczorem Młodych Talentów" we wspomnianym Głównym Foyer, w którym to wieczorze, pani Justyna wystąpiła bok szesnastu, a raczej szesnaściorga innych. absolwentów "Kursu". Wystąpiła tam też jako gość rewelacyjna Katarzyna Trylnik, laureatka III nagrody II Konkursu im. Moniuszki w 1998 roku. |
Z wachlarzem i gorsetem NA sukni |
|
|
To samo było z panią Katarzyną Relewicz-Sawicką (sopran), która wyszła da publiczności z wachlarzem, w długiej sukni bordo, na którą nałożyła biały gorset. Arię Ewy z "Hrabiny" "Dlaczego piękne usta..." Moniuszki wykonała brawurowo. Maria Lenart, wysoka, piękna w czarnej sukni na ramiączkach zaprezentowała arię Dalili z opery "Samson i Dalila" Saint-Saensa "O miłości! Przybądź i pomóż mi w mojej słabości!" z taką werwą, że publiczność porwała od pierwszych akordów. Anna Jeruć (sopran) to cacko - i słusznie wybrała recytatyw i arię Małgorzaty ,,z klejnotami" z opery "Faust" Gounoda "O Boże, co za klejnoty - aż śmieję się gdy widzę się tak piękną w tym zwierciadle"... Maria Fołtyn jest znana ze swego podziwu dla głosów śpiewaków rosyjskich, ukraińskich, białoruskich, tu jednak mówi: "Nie możemy pozwolić, by nasza młodzież wokalna stała się tłem dla kolegów 'ze Wschodu'. Chcemy zadać kłam twierdzeniom, że w Polsce brakuje utalentowanych śpiewaków, że nie mamy dobrych pedagogów". "Wieczór Młodych Talentów" tym twierdzeniom kłam zadał. |
|
|
|