Spisy treści
Nie umiałam się lękać
| Ile rozumu? | Już przyszła | Kochanek |
| Miniatury | Ogrody | Paleta |
| Pisana | Pod kopułą | Przeklęte |
| Kołysanka |
Z dala od ludzi
Między zmysłami - tym którzy mnie nie opuszczą
[Po drodze mi było]
| jeśli to był dom | na wodzie | sekstant - złapać słońce |
| z wiatrów | ...stróż | uniesienie |
| jam | ożywiona | lubię |
| nie skoszona | bajka | kiedyś |
| Jak kamień | Dziewicza | "nad wodą" |
|
sięgam
tylko do ramion |
rozlała
się trawa zielona |
|
wołam
ciebie przez rozdźwięk |
dałam
lapis lazuli
|
|
nie
ma w tobie już szczerości |
akwarelą
poranek maluję |
|
bez sęków miękko
lipowo |
uchylonym
oknem wiatr |
| szeleszcząc
gubi poskręcane listy na wietrze usychają nabrzmiałe błony pękając z bólu skrzypiące rogi nieznanymi dźwiękami wywołują dreszcze zmęczone sznury trzeszczą przenikliwie przechodząc w stan kruchy strzelają nerwowo bicze rozcinając powietrze do chmur już nic nie toczy w uschłych podporach ptak usiądzie i zaśpiewa nim powali się i sczernieje |
oczy
zastygłe matową perełką na papierze w kąciku usta nie drgnęły ni razu spłynęła powolnie samotnie wybaczenie tak lekko przychodzi przez szepty w serdecznych ustach szorstki węzeł uwiera już nie pomyślisz że ręka niezapominajki rozgarnia raz jeszcze na pożegnanie -śpij spokojnie ojcze |
| jesteś dumnym człowiekiem a drugiego odzierasz do białych kości zabrakło smaku sumienia do ciebie mówię i nie patrz zdziwionym wzrokiem przypłynę świętą rzeką będziesz na łodzi u bram z ukochanym twoje zło powróci do ciebie |
nie lubisz moich słów |
|
stanę na progu twojego domu |
spotkałam ciebie na ziarnku grochu
|
|
nie uczysz się na błędach |
obrzydła skrytość
męczy jak woda kapiąca w to samo miejsce ścieka po twarzy nabrzmiewają więzy zimno powraca strach się nie kończy łamanie zwiększa kryzys nie mija ucieka w drażliwość trauma narasta |
|
może przyjdzie dzień jesienny
|
przewidziana godzina jest pewna |
|
bryłą lodu w ramionach |
bez krwi i kości mózg
|
|
to piekło nie było za grzechy |
zmęczenie
nic nie znaczy |
|
na ziemi twarzą
w dół |
stojąc na wielkiej kuli |
|
ulubione wywary dosmaczasz
|
w snach tylko drwina
|
|
to nie pawłow
wyuczył
|
jesteśmy jeszcze tak młodzi |
|
wyruszyć samej w podróż |
przed świtaniem sen |
|
ocierasz myślami zakamarki |
zamknięte oczy |
|
zaciska się pętla czasu |
zbyt długa noc na czekanie po ciemnej stronie zwrócony pełnia minęła zatopiony w maskonie na dnie morza tylko popielate światło a ziemia dochodzi do pełni |
|
mogłaś być stellą |
nie
możesz wejść w moje sny |
|
kończą się
banały za jeden uśmiech
|
jesteś wycinkiem
rzeczywistości
|
|
wypatrujesz przez okno
|
podobno dzieci rodzą się w bólu nie pamiętam czy płakałam wiem że krzyczałam przerażona kiedy matka umierała |
|
potykając się o próg domu |
kamienie miały
być szlachetne jednorodne przezroczyste promienie odbite od powierzchni świecą dokuczliwie w oczy moje za czarcimi szkłami udają utratę doznań optycznych nie pytaj - nie odpowiem |
| niby płynąca
woda rozmywa brzegi ostrzą cienie gdzie przechodzą zmarszczki wątłe opadają myśli pustka jak słowa nie zna przywiązania drzewo do liści kiedy się skończy pora babiego lata kosiarze spoglądają nieruchomo z daleka wystukując palcami niespokojne rytmy oczy już mogą kłamać |
|
niebo się skrapla nad przełęczą |
jest
tylko jedno miejsce w przestrzeni
|
|
za twoje i moje winy |
jeśli mi nie wybaczysz |
|
nie dajesz się odbić |
sól rozpuszcza pod skórą cienką warstwę lodu krystalizuje ostatnie słowa adrenalina rozpięta na pręgierzu nie wywołuje zawrotów głowy u rycerza z podniesionym mieczem namydlone ciało mięknie nie ma zgrubień na-pięcie tylko chłód po prysznicu |
| po co otwierać oczy kiedy nic przed świtem zmrok przecina pustynię nasze ślady nie istnieją zatrzymane animozje wypływają po drugiej stronie nierealnych zamysłów w zagajnikach na zawsze liście opadają z drzew |
nie mam głosu jak muza niespodziewanie targam się na być zawsze zbyt kruche mgłą przysiadam na bezwietrzu nie dotykam jeszcze ziemi chłód wywołuje dreszcze przesłaniam spojrzenia i nie kłamię mówiąc mam dwa życia |
|
krzykiem spłoszone ptaki |
pigułki
zażywam odkąd twoja choroba zaczęła się nasilać we mnie strach przed nieznaną klaunadą zabijasz mnie wiele razy każesz umierać chowając się do pudełka po czekoladkach nie znoszę uwolnienia i nie wiem znowu w jakim jesteś opakowaniu |
|
jeszcze nie żegnaj się ze mną |
chciałam być tylko mona lisą uśmiechem wyjść ze światłocienia dziewczyną pragnącą uwierzyć że życie czyjeś w bajkę zmienia mogliśmy jechać do toskanii przemierzać mostami westchnienia unieść się nad placem anioła odszukać ekstazę w kamieniach wiatr z dziewczyną nocami płacze nie umie grać na swojej harfie została nieznośna udręka ktoś zniszczył zwykłą fotografię |
|
chciałabym dać ci skrzydła |
i ledwo mogę uwierzyć że udało się przeżyć życie dotąd bez ciebie takie moje nadużycie nieżyjącej i twojego daru a przecież nie wiedzieliśmy że istniejemy słuchając jednej muzyki zapytajmy ślepców czy nadzieja pomaga przetrwać można być razem nie widząc |
|
jeszcze nie łagodniej podbij |
chcesz to leć na siedem |
|
wylatujesz
impulsami ponad |
obecność zmienia naprężenie przekracza granicę plastyczności ekscytacja odkształca się trwale w przedziałach zmiennej gorączki złe temperatury przemykają do kruchych szczelin wykorzystajmy dzisiejszy dzień |
| luka | obiecany walc |
| stoję przed tobą rozebrana do ostatniej myśli niepółkrwista siostra z przypadkiem hipotermii obniżenie progu poruszenia zwiększa dawkę niezaspokojenia |
nie służy ci wiedeński
walc |
| inkrustowanie | zrobię szalik |
| wyryty na korze jeden znak szerokich gestów wypełniony szlachetnym kruszcem zbliża kontrasty własnych faktur zagęszcza się rozproszenie matowość w połysk zmienia szorstkość wygładza powierzchnię obejmij z pewnością uzdrawiasz |
jeszcze lato ciepłem dogadza |
| drocz się ze mną | rozśmieszanek |
|
chcesz przede mną się schować |
Zły jesteś dzisiaj mój miły Duszno jakoś i parno Toś się spienił jak mydło Mogę dodać jeszcze przypraw
|
|
w tym domu nikomu nie brakło |
flauta ociera burty jak leniwa kochanka w ostatnim porcie dobija monotonia nagle wiatr świzga po wantach w złości dźwięki rozdziera na pół nuda pokładowa rozbita grot stojący w łopocie wypełnia powietrzem przeskakuje bom na burtę przewraca pcha rufę do zwrotu łódź sunie gładko pod pełnymi żaglami |
| marazm | natura kapitana |
|
na łodzi zaraźliwa nuda
|
kapitanie dzisiaj nie ma nadziei wiatry przeciwne i fale zakryły bosmana nie widać z Bogiem a diabłu potańcuj skazany na wieczność czerwone ożaglenie hańbą okrywa statek przemierza siedem mórz i oceanów ze strachem zagląda w cieśninę śmierci na wątłym trapie szuka wierności tej co wiedziona przeczuciem przysięga w rozpaczy i rzuca w morze statek upiorny żeglowanie jest rzeczą konieczną ...życie niekonieczną |
| sekstant - złapać słońce | z wiatrów |
|
wybitych siedem szklanek rumu |
Sośnie |
| ...stróż | uniesienie |
|
głupek nosi skrzydła |
płomieniste włosy unosi w przepaść blade ciało delikatnie przylega i odpływa krew uderza dzikość potwora rozszalałe w nieskończoność upaja obłędem czar nie pryska pianą ziejąc zdobywa uległą wściekłość z cienia wychodzi nie włada nad sobą dzieciobójca rozdziera na czworo przeklęty zastyga w agonii gdy legenda się budzi |
| jam | ożywiona.. |
|
faluje
ponad |
Galatea oswobodzona tańcem daruje panoramę od pierwszego skinienia obejmuje symfoniczne akordy zrywając dźwięki szuka wyzwolenia lekkie ruchy tłumaczą posłusznie każdą frazę wibrując w harmonii przewiduje ostatnią chwilę -Isadora |
| lubię... | nie skoszona.. |
| rozkapryszona biała łania gorąca rozłożysta uległa na piasku jeszcze pusto leniwie łagodnieje u brzegu wariat... rozplata warkocze i głaszcze słoną skórę momentami brakuje oddechu w batystowej przestrzeni ....taki spacer |
czeka otoczona pagórkami |
| bajka | kiedyś |
|
niegrzeczny
mały pajacyk |
kiedyś nazywać nie mnie będziesz umiał wzrok wbijać w ziemię myśli jak piasek rozpraszać zrani kwiat rozkruszony w dłoni ja będę wspomnieniem ciszą kamieniem |
| Jak kamień | Dziewicza |
| pozwoliłam byś odszedł na chwilę a już włosy skrzę bielą powolna pamięć uciekła i minęła nasza wieczność nie ma drogi powrotnej wszystkie znaki zgubiłeś między nami kamień nie udźwigniesz go swoim westchnieniem |
gdzie błękit granatowym przecięty poziom zaburza mrukliwie uśpioną pogania grzbiet wysoko unosi stromo grzywa w złości opada i lawiną przyspiesz w oddechu jeszcze broni niechętnie kładzie rozlegle na brzegu poddaje już wolna powraca |
| niebo zaciągnięte gęstymi chmurami porywisty wiatr zmienia kierunek łagodnie falujące morze zbałwania szarzeje powietrze ciemnieje
po zmaganiach wichura ustaje |